RECENZJA SPEKTAKLU „ASYLUM” PREZENTOWANEGO W RAMACH XV MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA / ALEKSANDRA KONARSKA

17/06/19 / RECENZJE

XV MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA

ALEKSANDRA KONARSKA

„ASYLUM” KIBBUTZ CONTEMPORARY DANCE COMPANY

 

Spektakl Asylum Kibbutz Contemporary Dance Company to seria intensywnych ruchowo i emocjonalnie, przeplatających się ze sobą scen na temat tożsamości i społecznych więzi, a także  relacjach międzyludzkich. Wyrażane za pomocą bardzo ekspresyjnej poetyki tańca i wyraziście obecnej muzyki emocje przez cały spektakl pozostają blisko ekstremum a ich napięcie tylko rośnie. Temat poszczególnych scen pozostawia wiele pola do interpretacji i odbierany jest bardziej emocjonalnie niż racjonalnie. Duety i partie solowe przeplatane są scenami zbiorowymi, które równie często stanowią ich tło tworząc wyraźną opozycje zbiorowości wobec jednostki. Ta zasada konstrukcji spektaklu sprawia, że na pierwszy plan wysuwa się temat jednostki wobec społeczeństwa.

 

W spektaklu od samego początku obecny jest temat wojenny, zarówno w warstwie choreograficznej jak i dźwiękowej. Tancerzy w wielu scenach prowadzi zniekształcony przez megafon głos wydający rozkazy. Często ich ruch niemal pantomimicznie nawiązuje do strzelania czy trzymania karabinu, sytuacji starć i walki. Obecność wojny w przedstawianym przez zbiorowość tancerzy społeczeństwie narasta, wraz z rozwojem spektaklu doprowadzając go do emocjonalnego ekstremum. Duety, które w pierwszej części eksplorowały tematykę miłości i pożądania w drugiej połowie spektaklu niosą ze sobą koszmar przemocy.  Ciała tancerzy reprezentujące sytuacje zagrożenia i agresji z dopracowanej do ostatnich szczegółów harmonii przechodzą w stany zezwierzęcenia i prymitywnych odruchów. Szczególnie przejmująca w swojej prostocie i metaforyce jest powtarzająca się co jakiś scena, w której cały zespół przebiega przez scenę tyłem, zastygły w skulonych embrionalnie pozach i znika w przeciwległej kulisie, przywodząc na myśl deszcz pocisków, albo ulatujące dusze. Światło na początku przepływające niemal niezauważalnie, w harmonii z emocjonalną partyturą tańca w drugiej części wraz z gwałtownym rytmem muzyki przeskakuje między ciepłem, a sterylnym zimnem diametralnie zmieniając obrazy. W ostatnich scenach przenosimy się na pole bitwy, zbiorowe sekwencje schodzą do parteru i zmieniają w czołganie w rytm wydawanych rozkazów. Wyjątkowo bolesnym momentem finału jest dynamiczny ruch jednej z tancerek wśród porozrzucanych w chaosie, nieruchomych ciał pozostałych, w intensywnej, rozedrganej dynamice ostatniej żywej w swoim społeczeństwie. Przez cały finał, zmaganiom tancerzy towarzyszy pojawiająca się co chwile sentymentalna, dziecięca melodyjka, mantrycznie zapętlona w najtrudniejszych momentach, jak wspomnienie dobrego, ciepłego świata z pierwszej części spektaklu. W ostatniej scenie, kiedy tancerze leżą w bezładnej pryzmie ciał, melodia unosi się jeszcze nad nimi, dopóki nie rozpoczną się brawa.

 

Kostiumy tancerzy pozostają neutralne, niemal surowe w krojach i kolorach, zlewają się z ciemnym tłem sceny. Ze względu na ten kolorystyczny wybór na pierwszy plan wysuwają się nogi tancerek będące jedynym dużym, jasnym punktem całego obrazu. Panowie w zakrywających ciało strojach w kolorze zbliżonym do tła wizualnie znajdują się na dalszym planie.

 

Spektakl mimo podejmowania trudnych emocjonalnie tematów ogląda się z wielką przyjemnością i lekkością. Nawet najbardziej bolesne sceny łagodzi filtr wyrafinowania i niezwykłej sprawności ruchu tancerzy, a zachwyt nad plastycznym pięknem scen jest silniejszy od podejmowanych przez nie tematów. Kompozycja poszczególnych choreografii, sprawia, że z żadną sceną nie pozostajemy zbyt długo i zostajemy wciągnięci w wir zdarzeń i przemian. Z jednej strony nie pozwala to na ani chwilę nudy, a godzina spektaklu mija niemal niezauważalnie, z drugiej ciężko w tej pogoni zagłębić się, w którąkolwiek z oglądanych scen, gdyż zanim zdążymy to zrobić przyjdzie kolejna, jeszcze intensywniejsza od poprzedniej. Asylum to więc jeden z tych spektakli, z których wychodzi się pełnym zachwytu i zbudowanym doświadczeniem piękna i harmonii, ale nie pozostawia on wiele przestrzeni na osobiste refleksje.

 

 

Zdjęcie w tle: Bartek Zalewski