RECENZJA SPEKTAKLU „ASYLUM” PREZENTOWANEGO W RAMACH XV MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA / BARBARA TUSZYŃSKA

17/06/19 / RECENZJE

XV MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA

BARBARA TUSZYŃSKA

W POSZUKIWANIU SCHRONIENIA

 

 

Nagi tors. Koliste, płynne ruchy. Cielesna materia kurczy się i rozciąga. Megafon. Poczucie władzy. Półnaga, półodziana w szary dres męska postać nakazuje drugiej wypełnić jej wolę. Druga wije się spiralnie w rytm powtarzanych głośno cyfr.

 

W ramach jubileuszowego XV Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania Kibbutz Contemporary Dance Company zaprezentował 27 maja br. na scenie Teatru Studio w Warszawie swój najnowszy spektakl Asylum. Jego światowa premiera odbyła się dziesięć dni wcześniej na 38. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Współczesnego w Seulu.

 

Założony w 1970 roku Kibbutz Contemporary Dance Company z Izraela jest, obok Batsheva Dance Company, jednym z najbardziej znanych i docenianych zespołów tańca współczesnego. Urodzony w rodzinie o muzycznych tradycjach dyrektor artystyczny i choreograf Rami Be’er, potomek ocalałych z Holocaustu, przełożył na język tańca trudne osobiste doświadczenia i kłopotliwe emocje. Asylum to uniwersalna opowieść o kryzysie tożsamości, wszechobecnym poczuciu wyobcowania i poszukiwaniu przynależności.

 

Na scenie grupa kilkunastu osób rytmicznie porusza ramionami. Imponująco izolują biodra. Ich drgające ciała lękliwie poruszają się wokół własnej osi. Wykonują pospieszne, pantomimiczne ruchy oddające przerażenie. Zwijają się z bólu. Godna podziwu jest ich wyrazista mimika. Skrzywione w cierpieniu twarze z szeroko otwartymi ustami są rozdarte w niesłyszalnym krzyku.  Muzyka w tle jest nieprzyjemnie zgrzytliwa.

 

W chwilach wytchnienia po dynamicznych sekwencjach w przestrzeni wertykalnej, podłoga zdaje się być dla postaci bezpieczną przystanią. Stabilizuje, koi samotność, pozwala na wycofanie. Czołganie się po powierzchni chroni przed atakiem, a pozycja embrionalna z jednej strony symbolizuje strach, a z drugiej jest często przyjmowana podczas regenerującego siły snu. Sen jest lekarstwem dla psychicznie i fizycznie wycieńczonych, paradoksalną ucieczką od koszmaru codzienności. Powtarzane przez tancerzy ruchy są silnie nacechowane znaczeniowo. Wielokrotnie nabierają w usta powietrze – muszą stosować się do nakazu milczenia. W poddańczym geście trzymają ręce w górze, w upokorzeniu chodzą na kolanach.

 

Podczas całego spektaklu klimat zmienia się kilkukrotnie i dość radykalnie. Minimalistyczna scenografia ogranicza się jedynie do światła. Gdy na scenę dynamicznie wkracza grupa, oświetlenie jest jasne. Ciepłe i oszczędne wydobywające się z półmroku światło podkreśla natomiast intymność i indywidualność jednostek. Mężczyźni ubrani są w zwykłe szare dresy, kobiety w czarne krótkie ćwiczebne szorty i szare bluzy bez rękawów. Sceny zbiorowe pojawiają się na zmianę z różnymi kombinacjami partnerujących i synchronicznych duetów czy trio-damsko-męskimi, męskimi oraz damskimi.

 

Duety są mniej anonimowe. Wyrażają rozterki wewnętrzne ludzi żyjących w niestabilnym świecie i symbolizują poszukiwanie w nim iskierki nadziei. Widzimy pełne uczucia cielesne omdlenia w takt wzruszającej, jak z ekranu, muzyki, pełnej ciepłych smyczkowych dźwięków. Kiedy indziej słyszymy smutną muzykę i skołatane bicie serca, w którego rytm para miękko pulsuje po okręgu i czule chwyta się za ręce. W jeszcze innym duecie natomiast mężczyzna celuje do kobiety. Silne ramiona wspierają i podnoszą, choć również obezwładniają i stosują przemoc. Relacje mogą być dla nas emocjonalnym azylem, fundamentem i ostoją, ale i koszmarem, prowadzoną przez nas mikro wojną, po której zostają jedynie zgliszcza. Jeden drugim może manipulować, posługiwać się nim do osiągnięcia własnych celów. Piekło to inni, jak napisał kiedyś Jean-Paul Sartre.

 

Wojna. Niezwykle ciekawie zastosowana jest w spektaklu zabawa gestem i kontrastem. Wyciągnięte w górę ręce całkowicie zmieniają swe znaczenie poprzez jeden drobny szczegół – dłonie złożone w formie pistoletu. Ciała wykonujące konwulsyjne ruchy celują w siebie nawzajem, mają się na muszce – przytoczony już wyżej motyw powtarza się w różnych konfiguracjach. Grupa przebiega kilkakrotnie przez scenę w szybkim tempie. Skuleni, z pochylonymi głowami i wyciągniętymi przed siebie rękoma, tancerze poruszają się tyłem jeden za drugim. Momentalnie zmieniają kierunek ruchu, jak podążający za sobą w lesie partyzanci. Desperacko zakrywają usta. Słychać tykanie zegara, performerzy zakrywają twarze. Z głośników zaczyna płynąć mocna, wręcz rockowa muzyka. Postacie padają na podłogę w przedśmiertnych konwulsjach, jakby mieli wydać ostatnie tchnienie. Akcja nagle zatrzymuje się. Historia zatacza koło, na scenę ponownie wchodzi mężczyzna krzyczący przez megafon.

 

Warstwa dźwiękowa produkcji Asylum jest z kolei emocjonalna i bardzo złożona. Muzyka wokalna przeplata się z instrumentalną, klasyczna z popularną, a dodatkowo słyszymy także nagrania ludzkich głosów, szepty, czy śmiechy. Rami Be’er ciekawie operuje znanymi już na gruncie tańca współczesnego i obecnymi na scenach technikami tanecznym, przez co spektakl jest niezwykle plastyczny. Trzeba przyznać, że prezentacja Kibbutz Contemporary Dance Company została bardzo pozytywnie odebrana przez widzów. Warszawska publiczność jest nie tylko gotowa, ale i spragniona najnowszych tanecznych produkcji.

 

Poruszona przez RamiegoBe’era tematyka egzystencjalna jest też głęboko humanistyczna. Asylum mówi o poszukiwaniu istoty człowieczeństwa we współczesnym skonfliktowanym świecie, znaczeniu wolności, wrażliwości na Innych i jej granicach. Azylem może być otwarta przestrzeń sztuki. Pytanie tylko, czy twórczość daje nam jedynie możliwość upustu wzburzonych emocji, czy może sprawia, że obalamy mury i budujemy mosty.

 

Zdjęcie w tle: Eyal Hirsch