RECENZJA SPEKTAKLU „DRUŻYNA B” / GABRIELA KOZAKIEWICZ

07/09/19 / Krytyka, RECENZJE CST

Gabriela Kozakiewicz

Wyzwolony ruch, zniewolony umysł – niebezpieczna gra z wzorcami męskości

 

Nostalgia jest jedną z głównych sił napędowych i najpopularniejszych strategii popkultury. Zwrócenie spojrzenia w przeszłość – o ile nie ogranicza się do bezkrytycznego zanurzenia w bezpiecznym świecie znanych form – niesie ze sobą potencjał refleksji na temat dawnych modeli życia i ich przystawalności do dzisiejszych warunków. Spektakl grupy The Body Architects, napędzany przez nostalgię za kinem akcji lat 80., wskrzesza na scenie (i to dosłownie, bo pierwsza sekwencja choreograficzna przedstawia poderwanie się nieboszczyka podczas pogrzebu) ideał brutalnej, bezwzględnej i pozbawionej sentymentu męskości; męskości wcielonej w postaci Rambo, Johna McClane’a, Terminatora. W jaki sposób czterej tancerze z Drużyny B przepracowują ten wzorzec, tak silnie zakorzeniony w (pod)świadomości pokolenia wychowanego na tych obrazach?

  1. Z energią, wyrażającą się w niezwykle dynamicznej choreografii i rytmicznej muzyce. Domeną The Body Architects jest taniec fizyczny, obfitujący w akrobatyczne figury, co wymaga od performerów ogromnej sprawności. W konfrontacji z hollywoodzkimi bohaterami kina akcji tancerze prezentują kaskaderską zwinność, wykonują niezliczone salta, pady, ciosy czy uniki. Hygin Delimat nie ukrywa zresztą swojej fascynacji nowoczesnymi technikami ruchowymi: tańcem ulicznym, breakdancem, trickingiem. Z powodzeniem łączy ich elementy z tańcem współczesnym, tworząc hybrydyczny język ruchowej ekspresji. Tancerze, z którymi współpracuje, mogą pochwalić się doświadczeniem w b-boyingu, akrobatyce czy sztukach walki. Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w choreografii, która zawiera wiele utrzymanych w komiksowej konwencji scen bójek, odtwarza fragment treningu kung-fu rodem z filmów z Brucem Lee, a wreszcie ukazuje długą scenę agonii inspirowaną kinem gore i groteskową wrażliwością Tarantino.Muzyka stanowi bardzo istotną warstwę spektaklu, gdyż nadaje spójność temu kolażowi kulturowych referencji. Decyzja Delimata, by zaprosić do projektu perkusistę Volanda Székely, zaowocowała ścieżką dźwiękową nawiązującą do stylistyki i konkretnych motywów muzycznych z lat 80., np. intro do serialu Drużyna A – na tyle ważnego źródła inspiracji, że zaczerpnięto z niego tytuł spektaklu. Jednak muzyka nie płynie wyłącznie z głośników; rytm często jest wybijany na przedmiotach znajdujących się na scenie, a nawet na ciałach tancerzy. Najsilniej zapada w pamięć moment, gdy Székely przenosi się na widownię i wykonuje brawurowy popis perkusyjnego kunsztu przy wykorzystaniu…kubła na śmieci. Jednocześnie na scenie rozgrywa się scena bolesnej śmierci jednego z bohaterów, duszącego się w oparach trującego gazu – toksyna zabija reprezentanta toksycznej męskości; trywialność tej symboliki byłaby może rozczarowująca, gdyby nie ekspresja Marcina Denkiewicza i dramatyczne, ogłuszające crescendo odegrane na plastikowym kuble.
  2. Z humorem, którego choreografii Delimata odmówić nie można. Twórca czerpie garściami ze slapsticku, chętnie sięga też po zagranie typowe dla buddy picture – brutalne (choć ukazane jako niewinne) droczenie się bohaterów, które umacnia męską przyjaźń. Znajdziemy również w spektaklu elementy parodii, jak na przykład w scenie, gdy tancerze zastygają w posągowej pozie herosów na tak długo, że budzi to szczere rozbawienie. Również praca z rekwizytem wytrąca z powagi do jakiej przyzwyczaiła nas sztuka wysoka.Oto całun, przykrywający początkowo ciało na katafalku, staje się ponętną sukienką, umożliwiającą tancerzowi krótki popis scenicznego queerowania; szybko jednak przekształca się w pelerynę, a niedoszłą Patty Diphusę zastępuje Superman, który mknie przez scenę z wyciągniętą przed siebie pięścią. Podobnie drewniane palety, jeden z nielicznych elementów scenografii, poza zastosowaniem praktycznym (jako podest), zostają też wykorzystane jako ruchome osłony w militarnej grze – umiejętnie ograne przez tancerzy, przywodzą na myśl Szekspirowski las birnamski we współczesnym wydaniu.Zabiegiem z pogranicza komedii i melodramatu jest przekształcenie bójki między bohaterami w epizod homoerotycznej czułości. Tancerze, zakleszczeni w walce, zaczynają gładzić swoje ciała i wtulać się w siebie z delikatnością (a może też intensywnością tłumionego pożądania). Po chwili odskakują od siebie z komiczną odrazą. Pobrzmiewa tu echo koncepcji Eve Kosofsky Sedgwick o pragnieniu homospołecznym: pragnieniu bliskości między przyjaciółmi, które jednak nie może zostać zrealizowane z obawy przed posądzeniem o homoseksualizm; w efekcie manifestacje przyjacielskiego przywiązania między mężczyznami ograniczają się do odgrywania „maczoidalnych póz”. Czy jednak ten epizod ma faktycznie funkcję subwersywną w stosunku do prezentowanych wzorców męskości, czy też obliczony jest jedynie na wywołanie śmiechu na widowni? Można mieć wątpliwości.
  3. Z sentymentem wyrośniętych chłopców, którzy niegdyś z zapartym tchem śledzili brawurowe dokonania ekranowych bohaterów. Bo choć spektakl niejednokrotnie drwi z wzorca męskości, jaki reprezentują ikony kina akcji, to trudno oprzeć się wrażeniu, że ukazuje go też z pewną czułością. Artyści najwyraźniej nie są w stanie wyrwać się z ograniczeń etosu filmowego herosa lat 80. Dlatego Drużyna B jest przykładem spektaklu, który wpada w pułapkę nostalgii: twórcy tak silnie polegają na dawnych modelach, że uniemożliwia im to krytyczne spojrzenie i wypracowanie alternatywnej wizji męskiej tożsamości.

***

Przyjrzyjmy się samej linii fabularnej spektaklu. Jak już zostało wspomniane, przedstawienie otwiera scena pogrzebu, podczas której nieboszczyk powstaje z martwych. Kolejne sekwencje mają charakter retrospekcji. Jak doszło do tego, że zebraliśmy się tu wszyscy, by pożegnać tak młodego bohatera? Otóż okazuje się, że mężczyzna zginął z rąk własnej ofiary: typowego dla dzieł popkultury „frajera”, którego dręczyli silniejsi i fajniejsi koledzy. Maltretowany mężczyzna postanawia wykończyć dawnych oprawców ich własną bronią. Obserwujemy więc jak toksyczni kumple duszą się w tajemniczych oparach; jak gdyby wykańczała ich śmiertelna dawka testosteronu, którzy sami generowali, rozsiewając wokół przemoc i gniew. Gdy jeden z mężczyzn naprawdę umiera, światła gasną. Opowieść zatoczyła koło. Na tej podstawie mogłoby się wydawać, że spektakl grupy The Body Architects to moralizująca opowiastka o zagrożeniach agresywnej męskości, a zarzut sentymentalizowania popkulturowych archetypów jest chybiony

A jednak, już w trakcie oklasków, nieboszczyk znów teatralnie podrywa się z martwych. Można to odczytywać jako sygnał, że ideał ultramęskiego bohatera wywiedziony z kina akcji nigdy tak naprawdę nie odejdzie do lamusa, regularnie wskrzeszany przez owacje publiczności. Innymi słowy, w samej strukturze spektaklu zostało zakodowane przekonanie, że kultura popularna pozostaje do pewnego stopnia więźniem wykreowanych przez siebie schematów. Co więcej, widoczny w podejściu twórców sentyment do ikon kina lat 80. sprawia, że i w widzach budzi się tęsknota za rozrywką w stylu Szklanej pułapki. Po obejrzeniu spektaklu nie mamy więc poczucia, że toksyczną męskość, opartą na manifestowaniu brutalnej siły i tłumieniu odruchów czułości, należy potępić bądź wyrugować. Czujemy raczej, że te postaci – wbrew antypatriarchalnej krytyce – żyją w nas, odbiorcach popkultury, i że…to w sumie w porządku. Humor przedstawienia zdaje się nie tyle ośmieszać i dyskredytować postać Rambo, co na nowo ją oswajać.

Przesłanie spektaklu Delimata jest więc, w moim odczuciu, dosyć niepokojące. Oczywiście, niewiele mamy na polskiej scenie tanecznej przykładów radosnej chłopięcej samoakceptacji, a to bardzo cenne. Równolegle jednak mamy w tym przypadku do czynienia z afirmacją negatywnych wzorców, uzasadnianą ich atrakcyjnością, popularnością oraz nostalgią odbiorców. Czy skoro uporczywie tkwi w nas pamięć o bohaterach filmów sensacyjnych jako modelowych mężczyznach, to powinniśmy przestać się z tym stereotypem mierzyć i pokochać go w sobie? Być może jest to jakaś strategia dowartościowania męskości, która od dziesięcioleci trwa w kryzysie. Natomiast z pewnością zachęca do reprodukowania szkodliwych schematów.

 

Choreografia: Hygin Delimat / Body Architects

Wykonanie: Łukasz Czapski, Hygin Delimat, Marcin Denkiewicz, Voland Szkely
Muzyka: Voland Szkely

Reżyseria świateł: Hygin Delimat

Współpraca dramaturgiczna: Wiktor Janas, Athanasia Kanellopolou

Produkcja: Body Architects

Koprodukcja: Instytut Muzyki i Tańca, Trois C-L Luxembourg, Klub Żak Gdańsk (rezydencja/premiera), Center for Choreography Bleiburg/Pliberk
Premiera: 3 września 2018, Luxemburg, Trois C-L

Partnerzy: Instytut Muzyki i Tańca, Trois C-L, Klub Żak, CCB Bleiburg

Zdjęcie w tle: Marta Ankiersztejn

 

Gabriela Kozakiewicz jest filolożką, wolnomyślicielką i amatorką teatru oraz sztuk performatywnych. Ukończyła międzywydziałowe Studia Filologiczno-Kulturoznawcze na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie studiuje na kierunku Artes Liberales. Wierzy, że język i kultura mają moc kształtowania społeczeństwa. Od lat fascynuje ją Portugalia, którą nieustannie przemierza w rzeczywistości, wyobraźni i lekturze.

————————–

Kuratorką programu krytyki tańca CST w roku 2019 i redaktorką tekstów jest Julia Hoczyk – teatrolożka, krytyczka i teoretyczka tańca, redaktorka. Od  2011 roku jest redaktorką portalu taniecPOLSKA.pl, prowadzonego przez Instytut Muzyki i Tańca, poświęconego informacji, promocji, dokumentacji tańca artystycznego w Polsce, a także wspierającego dyskurs krytyczny na temat tej dziedziny sztuki.

————

Organizatorzy projektu CST:

Fundacja Artystyczna PERFORM

Fundacja Rozwoju Teatru ‘NOWA FALA’ / HOTELOKO movement makers

Partner projektu CST: Mazowiecki Instytut Kultury

Współpraca: Centrum w Ruchu, Fundacja Burdąg, Fundacja B’cause, Fundacja Ciało/Umysł, Fundacja Grab Art Foundation / h.art company, Fundacja Movementum/Warsaw Dance Department, Fundacja „Myśl w Ciele” / Warszawska Pracownia Kinetograficzna, Fundacja Rezonanse Kultury, Fundacja Rozwoju Tańca „Eferte” / Mufmi Teatr Tańca, Fundacja Scena Współczesna / Teatr Tańca Zawirowania, Fundacja Sztuka i Współczesność, Fundacja Sztuki Tańca, Fundacja Tradycji i Transformacji Sztuki / Teatr Tańca NTF, Fundacja UM FOUNDATION, Fundacja Wspierania Kultury Strefa ArtsInn, Stowarzyszenie „Akademia Umiejętności Społecznych”/ Teatr Limen Butoh, Stowarzyszenie i Kolektyw Artystyczny Format ZERO, Stowarzyszenie Ja Ja Ja Ne Ne Ne / TukaWach, Stowarzyszenie Strefa Otwarta / Warszawski Teatr Tańca, Stowarzyszenie Sztuka Nowa, ZASP-Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji, Sekcja Tańca i Baletu, oraz niezależni artyści: Liwia Bargieł, Tomasz Bazan, Anna Godowska i Sławek Krawczyński, Wojciech Grudziński, Mikołaj Mikołajczyk, Ilona Trybuła.

Patronat medialny: portal taniecPOLSKA.pl, TVP Kultura, RDC, e-teatr, miesięcznik TEATR, Teatr dla Wszystkich, TANIEC, Warsawholic, Notes na 6 tygodni, Going.

Projekt współfinansuje m.st. Warszawa

Centrum Sztuki Tańca w Warszawie

Siedziba: Mazowiecki Instytut Kultury

ul. Elektoralna 12

00-139 Warszawa

Dokładny program i szczegółowe informacje na stronach:

www.centrumsztukitanca.eu

https://www.mik.waw.pl/

Facebook: www.facebook.com/cstwarszawa

Instagram: https://www.instagram.com/centrumsztukitancacst/

— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —

Prawa autorskie

Klauzula zgody na wykorzystanie wizerunku uczestnika imprezy organizowanej przez Centrum Sztuki Tańca w Warszawie

Każdy uczestnik biorący udział w imprezach organizowanych przez Centrum Sztuki Tańca w Warszawie / CST wyraża zgodę na rozpowszechnianie, w celach promocji CST, swojego wizerunku w filmach i zdjęciach zrealizowanych podczas wydarzeń, w których dobrowolnie uczestniczył zgodnie z art. 81 ustawy z dnia 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity Dz.U. z 2006r. nr 90,poz. 631,z późniejszymi zmianami). W przypadku braku takiej zgody uczestnik imprezy organizowanej przez CST informuję organizatora przed rozpoczęciem imprezy, w której dobrowolnie uczestniczy.