RECENZJA SPEKTAKLU „PO GODZINACH” PREZENTOWANEGO W RAMACH XV MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA / ALEKSANDRA KONARSKA

23/06/19 / RECENZJE

XV MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA

ALEKSANDRA KONARSKA

CZY DA SIĘ BYĆ „PO GODZINACH”?

Przedstawienie Po godzinach Teatru Zawirowania jest wznowieniem choreografii pod tym samym tytułem sprzed 10 lat w nowym zespole wykonawców: Klaudii Budy, Jacka Foltyna, Aleksandry Krajewskiej i Przemysława Stokowca.

 

Spektakl ma przedstawiać fantazje czwórki pracowników biurowych o tym co mogłoby się między nimi wydarzyć, gdyby mieli odwagę nie zważać na korporacyjny konwenans. Rozpoczyna się synchroniczną choreografią z użyciem obrotowych krzeseł – wyobrażeniem o sprawności i wydajności ciał na co dzień godzinami przykutych do swoich stanowisk pracy. Jest jak odśpiewanie hymnu firmy przed rozpoczęciem pracy – buduje poczucie sprawczości i grupy. W kolejnej scenie pojawia się już właściwa fantazja – romans. Z kreacji aktorskiej wynika, że mężczyzna jest zespole kierownikiem czy managerem, zaś kobieta wydaje się być nowa lub nieco zagubiona. Ich duet nie jest czystą fantazją o miłości czy płomiennym romansie, przez cały czas pozostaje w nim echo emocji tego kim są dla siebie w codziennym życiu. Tak jakby nawet w wyobraźni nie byli w stanie przekroczyć swoich obaw, ambicji i lęków. Szukają w sobie nawzajem bliskości i czułości, ale cały czas pozostają czujni jak na polowaniu, ani na chwile nie tracą uważności na to by nie stracić przed sobą nawzajem i obserwującymi ich członkami teamu twarzy, nie odsłonić się za bardzo ze swoimi emocjami i pragnieniami, a jednocześnie wodzić za nos potrzeby partnera. W tej dziwnej grze starają się wyłuskać dla siebie jak najwięcej dotyku i obecności drugiego człowieka. Po dłuższym czasie pomiędzy duet wkracza drugi – ewidentnie niżej postawiony w biurowej hierarchii –mężczyzna. Gra przeradza się w walkę o dominacje gdzie ciało przerzucanej między nimi kobiety staje się tylko narzędziem do udowadniania swojej wyższości i władzy. Dziewczyna próbuje uciec, ale nie ma najmniejszych szans. Poddawana jest wielu aktom przemocy, a kiedy panowie załatwią już sprawę między sobą porzucona jak przedmiot zostaje na podłodze. Całej sytuacji czujnie przygląda się druga kobieta. Gdy mężczyźni odchodzą podchodzi do leżącej i pomaga jej wstać. Nie jest to jednak scena bezinteresownej pomocy i kobiecej solidarności. Duet między tancerkami wyraźnie pokazuje, że starsza doświadczeniem stara się uzyskać coś dla siebie na krzywdzie młodej. Buduje się tu kolejna relacja władzy, uzależnienia od siebie i pozostawienia w poczuciu bezradności, a jednocześnie wtajemniczenia w okrutny korporacyjny świat. Pod koniec sceny, jeszcze przed chwilą bezsilna dziewczyna tańczy solo swojego przeobrażenia, powrotu do sił, ale już poza dawną wrażliwością. Druga kobieta z zadowoleniem obserwuje swoje dzieło.

 

Po krótkim, synchronicznym przerywniku czas na kolejny romans. Tym razem niżej postawiony w hierarchii mężczyzna pozostaje na scenie ze swoim solowym popisem – tak jakby za bardzo wczuł się w choreografie korporacyjnej sprawności, zapomniał się w niej i wyłamał z grupy. Szybko jednak jego taniec zostaje skierowany w stronę do tej pory nie zauważanej przez mężczyzn kobiety. Puszy się przed nią jak egzotyczny ptak w czasie godów. W ich duecie nie ma nic z poszukiwania bliskości i zrozumienia. Jest to erotyczny pojedynek dwójki dzikich zwierząt spragnionych swoich ciał. Jednocześnie walka o dominację wciąż trwa. Na końcu to mężczyzna siedzi rozparty na krześle i od niechcenia obserwuje wijącą się przed nim kobietą prezentującą swoje wdzięki. To on wygrał tę walkę.

Nagle atmosfera spektaklu gwałtownie się zmienia. Przygasają światła a muzyka staje się niepokojąca i miękka, miękną też ciała tancerzy i spływają z krzeseł na podłogę. Ocierają się o siebie czule i łagodnie zupełnie zapominając o wszystkim co wydarzyło się wcześniej, idą na bok gry, ambicje, lęki i płciowe podziały. Zachowują się jak w tych ostatnich chwilach przed końcem działania narkotyku, kiedy już nie są nabuzowani mocą i zostaje w nich tylko rozluźnienie i potrzeba bliskości. Narkotyczna faza opuszcza kierownika dużo wcześniej niż pozostałych. Otrząsa się z sytuacji pełen obrzydzenia i idzie na swoje krzesło odwracając się tyłem do wszystkich i próbując dojść do siebie. Po jakimś czasie reszta otrząsa się również – jednak o wiele łagodniej – tak jakby wyrwa pomiędzy tym kim są na trzeźwo i w stanie upojenia nie była tak dojmująco głęboka jak w przypadku ich przełożonego. Korporacyjne życie toczy się dalej, tak jakby nic się nie wydarzyło. Wszyscy są nieco zmęczeni i wymięci, ale starają się nie zwracać na to uwagi. Jednak jeszcze jeden układ nie doszedł do skutku. Wysoko postawiona w hierarchii biura kobieta podchodzi do kierownika. Ich duet trwa krótko i jest pojedynkiem o władzę, który przegrywa kobieta. Zasiewa jednak w ciele i umyśle przełożonego jakiś wirus, który nie pozwala mu już spokojnie grać swojej roli. Czym on jest pozostaje dla nas tajemnicą, ale postać do tej pory nieprzeniknionego, pewnego siebie człowieka zaczyna rozpadać się w spazmach nieposłusznego mu dłużej ciała i nerwowych załamaniach. Ostatecznie wszyscy wracają do pracy, ale dobrze wiemy, że nic już nie jest tym czym było wcześniej, siły zostały przetasowane, relacje władzy zachwiane a drugie twarze ujawnione.

 

Spektakl jest smutnym obrazem grupy ludzi tak zniszczonych przez swoje środowisko i panujące w nim reguły, że nawet w swoich najśmielszych fantazjach nie potrafią działać poza narzuconymi im schematami. Próbują spełnić swoje podstawowe, ludzkie potrzeby, ale ledwie ocierają się o nie zagubieni w zawiłych zasadach gier i walk. Tancerze wyróżniają się, poza samą techniką, bardzo precyzyjną, wyrazistą i pogłębioną grą aktorską. Mimo pewnej anachroniczności samej choreografii są w stanie stworzyć w niej bardzo wyraziste, a jednocześnie nie pozbawione niuansów i subtelności postaci. Wizualna prostota działa na korzyść przedstawienia nie odwracając uwagi od aktorów. Drażni jedynie, zbyt głośna i nachalnie ilustracyjna muzyka o nastroju z poprzedniej epoki i kilku nieprofesjonalnych wejściach i zejściach. Kostiumy – szczególnie bluzki kobiet przypominają bardziej stroje licealistek na szkolnej gali niż rzeczywistych pracownic korporacji, odbierają też tancerkom wiele fizycznej ekspresji przez swój krój mający raczej maskować ciało niż podkreślać jego ruch. Mimo tych drobnych niedociągnięć, spektakl jednak ogląda się z przyjemnością i emocjonalnym zaangażowaniem, dzięki jego świetnym wykonawcom.

 

 

Teatr Tańca Zawirowania

Po godzinach

choreografia: zbiorowa

obsada: Klaudia Buda, Jacek Foltyn, Aleksandra Krajewska, Przemysław Stokowiec

 

Zdjęcie w tle: Bartek Zalewski