Recenzja spektaklu prezentowanego w ramach festiwalu Ciało/Umysł: „Sons of Sissy” / Monika Zasada

16/11/18 / Krytyka

Autorka: Monika Zasada

 

Synowie bawarskiej księżniczki i podróż w uzdrawiający rytuał

Jak tańczyli nasi przodkowie w czasach, gdy taniec wykluwał się z jaja historii? Czy tańczyli wspólnie? Stawiam sobie te pytania, zamykam oczy i staram się dotrzeć jak najgłębiej, pragnąc lepiej zrozumieć genezę rytualności ludzkich ruchów.

Pierwsze tany dzikiego ludu

I… nagle pojawia się grupka mężczyzn. Ciała mokre od potu. Niewielkie ognisko rozświetla ludzką skórę i nadaje jej ciepły kolor. Każdy z czterech osobników posiada ten sam dostęp do źródła ciepła. Wokół nich leżą mokre okrycia – zwierzęce futra. Nie za blisko. Mogą się suszyć, lecz nie grozi im zajęcie ogniem. Mężczyźni podskakują wokół płonącego centrum bez odzienia i skrępowania. Najpierw chaotycznie, nie oglądając się na siebie. Chcą się zwyczajnie rozgrzać. Gdyby nie ogień, musieliby marznąć w mokrych gnijących okryciach, a rano osłabieni trudną nocą, nie mieliby sił iść dalej. Nie starczyłoby im energii nawet na upolowanie zająca. Ruch w kręgu ich wzmacnia. Rozgrzewa od środka. Można bez przesady powiedzieć, że to co teraz robią,  pozwala im przeżyć, a nawet uzdrawia ich przemarznięte ciała.

Wtem, jeden z osobników zaczyna powtarzać ruchy drugiego. Dostraja się najpierw nieporadnie, a potem coraz pewniej. Dwóch mężczyzn wystukuje stopami ten sam rytm, wytwarzając dominujący w grupie dźwięk. Więź wzajemnej uwagi zostaje wzmocniona. Potem dołączają pozostali. Wspólny rytm poszerza pole. Przy ognisku rozgrzewają się już nie słabi ludzie, lecz niepokojący nocne zwierzęta olbrzym. Ten olbrzym to lud, a właściwe jego zalążek.

Najmłodszy z mężczyzn zaczyna wydawać dźwięki. Pozostali dołączają. Ryczą wspólnie dziko, głęboko, wysoko. Więź się zacieśnia. Wszystkie budzące strach rzeczywiste i wyimaginowane upiory oddalają się, bo pochłonęłoby je coś od nich silniejszego.

Synowie bliskiej i dalekiej historii

Co natchnęło mnie do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o genezę rytuału tańca oraz męskiej społeczności? Dlaczego namalowałam słowem powyższy obraz? 3 października miałam okazję zobaczyć spektakl Sons of Sissy. Tytuł wziął się prawdopodobnie od pieszczotliwego  imienia nadanego austriackiej cesarzowej Elżbiecie Bawarskiej, żonie Franciszka Józefa I. Zresztą twórcy tego spektaklu sami stwierdzili, że myśleli o stworzeniu kobiecej wersji projektu zatytułowanej Daughters of Franz, co daje dodatkową podstawę do takich przypuszczeń.

Kwartet wiedeńskich performerów zabrał widzów w podróż inspirowaną kulturą nie tylko ludową. Simonowi Mayerowi, twórcy koncepcji, choreografii oraz muzyki do spektaklu, zależało na wydobyciu rytuału z tradycyjnej muzyki oraz tańca. Pragnął na nowo przywołać jego lecznicze właściwości, o których zapominamy.

Mayer nasiąkał w dzieciństwie austriackim folklorem i obrzędowością. Następnie odebrał artystyczne wykształcenie we Wiedniu. Nie porzucił jednak swojej fascynacji ludowością mieszkańców górnej Austrii oraz archetypem męskości, zanurzając się coraz głębiej w historię, taniec i dźwięk.

Poszukiwał, a to co znajdował, przetwarzał, dostosowując do własnych artystycznych potrzeb, będąc przy swoich niecodziennych zainteresowaniach dzieckiem czasów, w których przyszło mu żyć. Trójka zaproszonych przez niego performerów od kilku lat uczestniczy w tych badaniach, z szacunkiem, lecz nie bez humoru, odnosząc się do męskich wzorców czy stereotypów.

Taniec, muzyka, świeży zapach z kadzielnicy, której artyści użyli do otwarcia i zamknięcia spektaklu, zachęciły mnie do odnajdywania wiedzy o istocie męskiej wspólnoty oraz roli ludowości, a także zauważenia nieodwracalnych zmian związanych z głębokimi przemianami społecznymi.

Tradycyjne instrumenty, doskonała synchronizacja artystów w tańcu zaprowadziły mnie dalej niż się spodziewałam. I choć nikt nie rozpalał na scenie ogniska, artyści zdjęli z siebie nie skóry, lecz współczesne kostiumy inspirowane tradycyjnymi austriackimi ubraniami, to moc ich ruchów, porozumienie i partnerstwo, wzajemna uważność, musiały naprowadzić mnie na coś archetypicznego.

Wydobywanie rytuału i ludowość przeobrażona

W swoich poszukiwaniach natknęłam się na cytat z Konfucjusza – Pokażcie mi jak dany naród tańczy, a powiem wam, czy jego kultura jest zdrowa, czy chora. Użył go Paweł Drożdż w pracy  doktorskiej Człowiek i taniec. Systemy choreograficzne jako profile badania kultury, powstałej na Uniwersytecie Śląskim. Pisał w niej o afrykańskim ludzie Yoruba zamieszkującym teren Nigerii, wierzącym, że gdy Bóg zszedł z niebios na ziemię, obdarzył go uniwersalną siłą aktywowaną poprzez ucieleśnienie boskich mocy. Dla ludów afrykańskich medium przekazującym ową energię, będącą częścią każdego człowieka, jest taniec. Celem tańca jest ujarzmienie nadprzyrodzonej siły witalnej oraz umocnienie jedności człowieka i jego otoczenia, dzięki czemu sfera profanum i sacrum nie są już odrębnymi sferami, lecz dwoma aspektami jednej i tej samej rzeczywistości. Badacz dodaje, że na to, co człowiek tańczy, składa się jego plemię, obyczaje, wierzenia oraz potężne rytmy wyznaczane zarówno przez naturę, jak i ludzką wspólnotę.

Trudno odnaleźć korzenie samego tańca. Według wspomnianego uczonego należy szukać ich zarówno w zabawie, życiu seksualnym; świecie zwierząt, czynnościach magiczno – religijnych, a także wszelkich grupowych aktywnościach i indywidualnych działaniach jednostki. Dla przykładu Johan Huizinga – twórca Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury uważa taniec za szczególną formę zabawy. Czy jednak taniec jest nią zawsze?

I tu powrócę do Sons of Sissy. Zabawowość była w owym spektaklu istotnym elementem. Nie obyło się też bez zaznaczenia seksualności, a nawet ciepłego erotyzmu w trakcie jednej ze scen, obejmującej pozbawiony wulgarności czy szorstkości kontakt dwóch mężczyzn. Dominowała delikatność.

W czasie trwania rozmowy z widownią, artyści nawiązali do niej i kilku innych scen, zwracając uwagę na charakter tańca w obrębie jednej płci w austriackiej kulturze ludowej, gdzie zakorzenił się stereotyp mężczyzny, który nie buduje intymności z innym chłopem. Co prawda, w jednej z figur znanych w regionie, używa się pośladków drugiego mężczyzny jak bębna, jednak główną rolą tego zabiegu jest wywołanie śmiechu. To element zabawy. Synowie Sissy, niepokornej bawarskiej księżniczki, wywrócili ludowy świat do góry nogami.

Podczas trwania spektaklu ważna była synchronizacja w grupie, ale i jednostka. Twórcy nie stronili też od elementów magiczno-religijnych – metalowych dzwonków i wspomnianej już nieco wcześniej kadzielnicy. Zwarło się sacrum z tym, co ludzkie. Działania artystów korespondowały z ludowymi tańcami regionu Górnej Austrii, lecz może jeszcze silniej z rytuałami afrykańskiego ludu Yoruba, a nawet kreacyjnymi mitami przesiąkniętymi tańcem oraz hellenistyczną obrzędowością. Ludowość, którą zaproponowali nam tancerze, można nazwać przeobrażoną, bo nasiąkniętą pierwotną uświęconą nagością osadzoną w aktualnej społecznej i kulturowej rzeczywistości. A żyjemy w czasach unifikacji, głębokich przemian w myśleniu o rolach kobiet czy mężczyzn, pytań o seksualność, czasach, w których człowiek więcej siedzi, niż się rusza, pozwalając tym samym na utratę witalności, a ludowość przykrył „bohomarketing”.

 

Zdrowie narodu

Pokażcie mi jak dany naród tańczy, a powiem wam, czy jego kultura jest zdrowa – rzekł Konfucjusz. Ponownie nawiązuje do tych słów, ponieważ zastanawiam się nad stanem kraju, w którym przyszło mi żyć. Jednocześnie przypominam sobie film Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego, pt. Sztuka znikania. Twórcy dokumentu, który można nazwać magicznym, nawiązali do roku 1980 i wizyty w Polsce haitańskiego kapłana vodou – Amona Fremona. Przybył na zaproszenie Jerzego Grotowskiego. Konopka i Rosołowski starali się oczami jednostki z innej kultury spojrzeć na ówczesny nadwiślański kraj.

Co mógł zobaczyć kapłan? Ludzi stojących w kolejkach, jakby chcieli pobyć razem, ale ze sobą nie rozmawiają? Siwiejących otyłych włodarzy przyglądających się młodym dorodnym kobietom, tańczącym w strojach ludowych na Stadionie Dziesięciolecia podczas państwowej uroczystości? Złą wodę, lejąca się z nieba, lecz niegaszącą pragnienia?

Amon postanowił pomóc Polakom i w trakcie rytuału przywoływał duchy w zaduszkową noc niczym bohater “Dziadów” Mickiewicza. Taniec, a właściwie cała ceremonia vodou miała uwolnić naród od złych mocy. Miniony system padł. Czy lekarstwem na to, co dzieje się obecnie, może okazać się wspólny taniec?

 

Publikacja powstała w ramach partnerskiego projektu Festiwalu Ciało/Umysł 2018 i Centrum Sztuki Tańca w Warszawie organizowanego pod hasłem „Zorientuj się! Porozmawiaj!”.

———————————-

Organizatorzy: Fundacja Artystyczna PERFORM, Fundacja Rozwoju Teatru ‘NOWA FALA’ / HOTELOKO movement makers

Partner projektu: Dom Kultury Kadr

Współpraca: Centrum w Ruchu, Fundacja Burdąg, Fundacja B’cause, Fundacja Ciało/Umysł, Fundacja Ciało się, Fundacja Movementum/Warsaw Dance Department, Fundacja „Myśl w Ciele” / Warszawska Pracownia Kinetograficzna, Fundacja Rozwoju Tańca „Eferte” / Mufmi Teatr Tańca, Fundacja Scena Współczesna / Teatr Tańca Zawirowania, Fundacja Sztuka i Współczesność, Fundacja Sztuki Tańca, Fundacja Tradycji i Transformacji Sztuki / Teatr Tańca NTF, Stowarzyszenie „Akademia Umiejętności Społecznych”/ Teatr Limen Butoh, Stowarzyszenie i Kolektyw Artystyczny Format ZERO, Stowarzyszenie Ja Ja Ja Ne Ne Ne / TukaWach, Stowarzyszenie Strefa Otwarta / Warszawski Teatr Tańca, Stowarzyszenie Sztuka Nowa

Patronat medialny: portal taniecPOLSKA.pl, TVP Kultura, RDC, e-teatr, miesięcznik TEATR, Teatr dla Wszystkich, Teatralia.com.pl, TANIEC, Warsawholic, Notes na 6 tygodni, Going.

Centrum Sztuki Tańca w Warszawie

Siedziba 2017-2019: Dom Kultury Kadr
ul. Przemysława Gintrowskiego 32
02-697 Warszawa

 

Dokładny program i szczegółowe informacje na stronach:

www.centrumsztukitanca.eu

http://www.dkkadr.waw.pl/k/repertuar/

 

Facebook: www.facebook.com/cstwarszawa

Instagram: https://www.instagram.com/centrumsztukitancacst/

Twitter: https://twitter.com/CSTwWarszawie