RECENZJA SPEKTAKLU „TU MIA (YOU MINE)” PREZENTOWANEGO W RAMACH XV MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA / ALEKSANDRA KONARSKA

23/06/19 / RECENZJE

XV MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRÓW TAŃCA ZAWIROWANIA

ALEKSANDRA KONARSKA

HISTORIA PEWNEGO MORDERSTWA

 

Spektakl grupy CompaniaAtacama w choreografii i wykonaniu PatriziCavoli i Ivana Turola jest cielesno-psychiczną analizą przyczyn przemocy w związku. Rozpoczyna się mocnym obrazem leżącego na ziemi martwego ciała kobiety w charakterystycznym, policyjnym obrysie znaczącym miejsce zbrodni. Po chwili trup podejmuje walkę ze swoim stanem i grawitacją, by jeszcze na chwilę wrócić do życia. Odbywa się to w serii uporczywych repetycji, które mimo chłodnego, zadaniowego podejścia tancerki oddziaływują na widza przez swą monotonię i wysiłek. Kiedy kobieta ostatecznie wraca do żywych na scenie pojawia się jej partner, by odtworzyć wspólnie krok po kroku historię dojrzewania przemocy w ich relacji i wszelkich możliwych przyczyn jej finału. Nie jest to jednak linearna narracja opowiadająca ich historię, raczej katalog psychologicznych niuansów i form opresji jakie ludzie mogą na sobie stosować – ukazany za pomocą bardzo precyzyjnej choreografii.

 

Rozpoczynają w sztywnej, portretowej pozie jak z obrazu Granda Wooda American Gothic, oboje jakby zaszokowani tą sytuacją, wrzuceni w ramę obrazu zgodnego małżeństwa, z którą się nie identyfikują. Dalej następuje katalog krzywd i manipulacji. Od długiej sekwencji, próby tańca z nieustannym sklejeniem dłoni, mimo przeciwnych wektorów tancerzy, poprzez nieumiejętność zaakceptowania odzyskanej wolności kobiety i karykaturalne powtarzanie wszystkich jej samodzielnych form ekspresji, aż po sceny metaforyzujące jawną przemoc fizyczną. Kiedy skopana, zwinięta na podłodze kobieta odnajduje jednak w sobie dość siły by wstać i po raz kolejny podjąć próbę odnalezienia w sobie wolności ekspresji, mężczyzna nie wytrzymuje kolejnej utraty dominacji. W brawurowym, szaleńczo ekspresyjnym solo, na granicy horroru i groteski, w czymś pomiędzy tańcem plemiennym a cyrkowym popisem dokonuje się w nim przerażająca przemiana w demona-zwierzę. Wycofuje się ze sceny zdehumanizowanym, zgarbionym krokiem bliskim dzikiej bestii uciekającej z miejsca zbrodni. Kobieta znów leży martwa w obrysie ciała, historia została opowiedziana, a jej duch może odejść spokojnie.

 

Na szczególną uwagę zasługuje bardzo specyficzna ekspresja obojga tancerzy. Mimo iż choreografia opowiada o skrajnych ludzkich namiętnościach twarze wykonawców pozostają woskowo nieruchome, nie ma między nimi kontaktu, nie patrzą sobie w oczy, ich upiorny maskowy wyraz potęguje specyficzne zimne dolne światło, wyostrzając do granic groteski ich dojrzałe rysy. Ciała tancerzy również pozostają emocjonalnie niewzruszone, obojętne na wysiłek i hipnotyczną wielość repetycji poszczególnych ruchów, są nieprzeniknione i perfekcyjne do samego końca. Pozostaje to w głębokim kontraście z kwieciście ekspresyjną choreografią i intymnymi tematami poruszanymi w przedstawieniu. Tworzy to efekt bliski pantomimy, gdzie jednak ruchowej metaforyzacji nie podlegają zwykłe, życiowe czynności, ale ludzkie emocje. Skojarzenia z mimami i cyrkiem potęguje podobieństwo, zarówno tematu jak i fizyczności aktorów do bohaterów La Strady Felliniego. Ciała tancerzy w wyrafinowany sposób opowiadają o emocjach, ale ich nie przeżywają, jak aktor dramatyczny mówiący na biało emocjonujący tekst. Sprawia to, że widz czuje się wyobcowany i pozbawiony klucza do zrozumienia postaci, jakby pochodziły z jakiejś odległej epoki czy krainy. Ten trudny w odbiorze, ale bardzo trafny zabieg sprawia, że możemy poczuć się jak jedna z postaci w tym toksycznym związku – zupełnie poza możliwością komunikacji.

 

Przepiękna muzyka EpsilionIndi podprogowo nadaje napięcie poszczególnym scenom i nienachalnie utrzymuje emocjonalną temperaturę zdarzeń. Pozwala zachować powagę spektaklu, który ze względu na trudny typ ekspresji aktorskiej niekiedy balansuje na granicy śmieszności. Nie zawsze muzyka podąża jednak wprost za nastrojem sceny, czasem podkreślając jej okrucieństwo poprzez kontrast, jak w momencie kiedy podczas kopania bezwładnego ciała kobiety po podłodze słyszymy w tle miłosną balladę. Najmocniejszym momentem spektaklu jest jednak część, w której muzyka cichnie. Gest ten bardzo mocno zrywa z estetyzowaną konwencją, do której widz zdążył się już przyzwyczaić. W zupełniej ciszy na scenę wchodzi półnagi mężczyzna obojętnym krokiem, staje tyłem do widowni i przez długi czas beznamiętnie bije swoje ciało w jednostajnym rytmie, po czym równie obojętnie schodzi. Poprzez pozbawienie emocji tego aktu autoagresji, który przez dojmującą realność gestu i zerwanie z konwencją mógłby się zdawać w przeestetyzowanej rzeczywistości momentem prawdy, okazuje się najbardziej cynicznie wyreżyserowanym fałszem. W kolejnej scenie muzyką jest dźwięk uderzeń nagrany przed chwilą, ale tańczy do nich już sama kobieta. Razy odbijają się w jej ciele tak jakby to ona była bita. Obie pozbawione muzyki sceny tworzą przejmująco głęboką metaforę pasywnej agresji między ludźmi deklarującymi sobie miłość.

 

Mistrzowskie światło DaniliBlasi jest w spektaklu trzecim aktorem. Doskonale wyreżyserowane, buduje przestrzeń, opowiada o stanach emocjonalnych bohaterów, posuwa ich historię do przodu, a nawet rzeźbi dziwne maski w ich nieruchomych twarzach.Przedstawienie mimo iż niełatwe w odbiorze niesie w sobie ogromną wartość choreograficzną, aktorską, dramaturgiczną i taneczną, a także ludzką. Rozbiera na części pierwsze mechanizmy i sytuacje, które są między nami, w naszych związkach, nawet tych, w których nie dochodzi do pobić i morderstw.

 

CompagniaAtacama

TU MIA (YouMine)

pomysł, Choreografia, Reżyseria: PatriziaCavola, Ivan Truol

występują: PatriziaCavola, Ivan Truol

muzyka oryginalna: Epsilon Indi

tenor: Roberto Manuel Zangari

kostiumy: Medea Labate

oświetlenie: DanilaBlasi

produkcja: Atacama

 

Zdjęcie w tle: Bartek Zalewski